Franciszek był biskupem, bardzo dobrym biskupem, żył około 400 lat temu. Pewnego razu zajechał na swym koniu do wioski. Tam spotkał chłopa, który powiada:
- Szczęść Boże, księdzu biskupowi. Muszę waszej ekscelencji coś wyznać. Czy biskup wie, że potrafię się modlić, nie myśląc o niczym innym?
- To wspaniałe - odpowiedział Franciszek. – Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by to umiał. Chciałbym cię za to wynagrodzić. Posłuchaj! Jeśli zdołasz zmówić całe Ojcze nasz i nie będziesz myślał o niczym innym, dam ci mego pięknego konia.
Chłop ucieszył się bardzo i od razu zaczął się modlić:
- Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje. Przyjdź, królestwo Twoje. Bądź wola Twoja... – Dostanę też siodło, czy samego konia? – pyta nagle w środku modlitwy.
Biskup uśmiechnął się.
- Niestety, niestety – powiada. – Ani konia, ani siodła. Chłop zrozumiał, że wszystko stracił. Nie umiał nawet tej krótkiej modlitwy zmówić w skupieniu.
Źródło: http://sama-wiem-kto.blog.onet.pl/1,AR3_2007-10_2007-10-01_2007-10-31,index.html












