Szczęść Boże:)
Bardzo bym chciała aby Pan Jezus już był Królem Polski i świata.Cieszę się ogromie i popieram całym sercem działalność jaka jest podjęta w tym kierunku.Piszę ponieważ pomyślałam że jest tyle grup modlitewnych,sama tez należę do takiej grupy i jestem przekonana że wielu z nas poświęciło by czas i energię żeby zebrać się w jednym miejscu,najlepiej na Jasnej Górze u stup Najświętszej Maryi i domagać się intronizacji dla Pana Jezusa od osób rządzących.Wiem że jestem malutka,ale jest nas wielu,takich niegodnych grzeszników jak ja.Może teraz po katastrofie lotniczej ludzie w końcu przejrzą i zrozumieją że Pan Jezus jest przyjacielem i prawa Boże są najlepsze dla człowieka,nie ma i nie będzie lepszych praw niż 10 przykazań .Zorganizujmy się.Niech grupy modlitewne ustalą z kościołem datę spotkania. Razem zrobimy coś dobrego,naszym PANEM i KRÓLEM PAN JEZUS powiedzmy to wszyscy tak głośno żeby w końcu rządzący usłyszeli wołanie ludu,a wcześniej napiszmy listy gdzie się da,do wszelkich instytucji państwowych,wyślijmy wszystko kilka dni przed spotkaniem,w jednym dniu.W jedności nasza siła.Domagajmy się jednym głosem i wołajmy.My chcemy PANA JEZUSA CHRYSTUSA NA KRÓLA POLSKI !!!!!
malutka












Przed ogłoszeniem Jana Pawła błogosławionym przygotujmy listy do wszystkich władz państwowych i kościelnych z błaganiem,żądaniem aby błagali Pana Jezusa aby został naszym Królem.Powysyłajmy je na początku kwietnia.Wierzę że jest nas dużo i zasypiemy urzędy listami. Ja napiszę miej więcej taki list;
Dla dobra naszego i Waszego przeczytajcie!
Teraz jest Wasz czas rządzenia,ale nie na zawsze Wam dany od Boga. Otwórzcie oczy i chciejcie zrozumieć że za wszystkie czyny odpowiadamy przed Panem Bogiem i jeśli Pan Jezus nie zostanie Królem Polski i nie będzie nas bronił zginiemy. Jednakowa jest sprawiedliwość Boża dla wszystkich czy to dla sprzątaczki czy dla prezydenta. Przypatrzcie się historii zechciejcie poznać prawa Boże,tyle objawień było i jest .Tyle razy Matka Boża się objawiła i jeszcze objawia i uczy nas jak żyć. Pan Jezus nas tak bardzo ukochał że Życie Swoje dał za nas,a Ojciec Niebieski ?Czyż on nie cierpi patrząc na cierpienie Syna?Ileż ten Ojciec cierpi!A matka nasza Królowa ileż wycierpiała pod krzyżem!Ja jestem tylko człowiekiem,ale wyobrazić sobie nie mogę bólu spowodowanego cierpieniem dzieci. Pan Bóg nas uczy cierpliwie i podnosi z upadków,ale ile jeszcze będzie patrzył na złość i nienawiść,na łamanie praw Bożych?Im bardziej człowiek oddala się od 10 przykazań tym bardziej pogrąża się w złych nawykach i tym samym jest nieszczęśliwy,bo jeden drugiego rani a przecież Pan Bóg jest MIŁOŚCIĄ i ja pragnę aby rządziła w państwie Polskim Miłość i Boże prawa,bo one są najdoskonalsze dla wszystkich. Każdy człowiek został wyposażony w inne umiejętności i ma służyć innym-taki kraj będzie szczęśliwy gdzie jeden drugiemu pomaga,a nie patrzy jak go skrzywdzić.
Dlatego proszę Was dopóki macie możliwość zrobić coś dla kraju dokonajcie Intronizacji Jezusa Chrystusa Syna Boga Żywego na KRÓLA POLSKI .Jeżeli Pan Jezus zechce i zostanie Królem Polski zaprowadzi w niej swój porządek .
Pomyślcie ile spraw się rozwiąże jeżeli rząd będzie kierował się 10 przykazaniami:
aborcja- nie będziemy krzywdzić dzieci obojętnie ile ważą czy to jest zapłodnione jajeczko
wcześniak czy niemowlę-to przecież człowiek
zapłodnienia inwitro -nie będziemy zapładniać jajeczek a później selekcjonować i
i uśmiercać te mniej okazałe
Wiele jeszcze można o przykazaniach pisać,ale pomyślcie sami zawsze gdy łamie się przykazania Boże ktoś cierpi ,możemy i musimy jak chcemy godnie żyć Intronizować Pana Jezusa na króla Polski i jego prawa powinny być podstawą prawną wypisaną w rządzie wielkimi literami. Człowiek wiele razy upada,błądzi i szuka ,nie ma wśród nas człowieka bez winy a gdyby tak Intronizować Pana Jezusa na Króla Polski i jego prawo było podstawą życia od najmłodszych lat dla naszych dzieci i dla nas czy świat by nie wypiękniał ? Ktoś mówił oddzielić rząd od kościoła,czy rząd nie jest wybierany przez ludzi i dla ludzi,skoro państwo to ludzie to jak chcecie to rozdzielić?W domu katolik a na urzędzie to kto?już nie katolik?Mamy wielkiego orędownika w niebie Jana Pawła zobaczcie ten człowiek żył wśród nas.Pamiętacie czego uczył? JEZUS CHRYSTUS to MIŁOŚĆ i poszanowanie drugiego człowieka i na pierwszym miejscu BÓG więc my Pana JEZUSA OBWOŁUJEMY KRÓLEM POLSKICH RODZIN I PROSIMY WSZYSTKIE WŁADZE RZĄDOWE I KOŚCIELNE ABY ZROBIŁY TO SAMO
CHRYSTUS KRÓLEM POLSKI TERAZ I ZAWSZE
1maja to wspaniały dzień na uroczystość aby iść do Częstochowy pokłonić się Królowej Polski i obwołać Pana Jezusa Królem Polski
z poważaniem J.B.
dla zainteresowanych mój email bjmaluczka@gmail.com
Bardzo żałuję że nie było mnie w Warszawie jak ludzie bronili krzyża,wsparcie modlitwą jest ważne,ale przegapiłam moment w którym można było iść z transparentami że chcemy JEZUSA CHRYSTUSA na Króla Polski.Musimy pokazywać się tam gdzie jest to nagłaśniane przez media,żeby pokazać innym o co nam chodzi.Ja chciałabym aby panował Jezus syn Boga żywego w naszym kraju bo w takim kraju chciałabym żyć,byłoby to najcudowniejsze miejsce na ziemi gdyby wszyscy za podstawę mieli 10 przykazań Bożych.We wspominanej książce jest opisane kto powinien rządzić krajem dla dobra wszystkich i ja się z tym zgadzam.Nie powinno być żadnych partii tylko stowarzyszenia np lekarzy,górników,wszystkich grup społecznych i to one powinny typować swoich kandydatów do rządu,bo taki człowiek będzie wiedział jak najlepiej usprawnić pracę danej grupy,a jak nie wybiorą go na 2 kadencję zawsze może wrócić do zawodu i nie będzie się kurczowo trzymał stołka,a co robi polityk jak go nie wybiorą?Gdzie ma iść? Co on umie?
Rząd Polski powinien kierować się 10 przykazaniami to podstawa która wiele spraw rozwiązuje;
żadnych aborcji,klonowania,małżeństw wbrew naturze,a już broń nas Boże przed adopcją dzieci dla 2 tatusiów lub 2 mam,bo to wszystko prowadzi do wynaturzeń ,a kto wie może tak wychowane dziecko zechce poślubić pieska,albo świnkę?A inwitro!Ile zapłodnionych jajeczek się zabija żeby wybrać to najokazalsze,czy życie dziecka ma zależeć od wagi i wielkości jak malutkie to nie człowiek? Jak niemowlę ktoś skrzywdzi wielki krzyk,a dopiero co poczęte dziecko zabija się bez zmrużenia oka w świetle prawa.Gdzie tu logika?
I wiele jeszcze takich bezsensów jest w naszym prawie.
10 przykazań to jest podstawa zdrowego społeczeństwa
i powinny być one zapisane złotymi literami w naszym rządzie.
Modlę się o to aby PAN JEZUS został OBWOŁANY KRÓLEM POLSKI i dziękuję PANU BOGU że mamy za KRÓLOWĄ NAJŚWIĘTSZĄ PANINKĘ
Szczęść Boże.
malutka
Trzeba duzo mowic miedzy soba o Intornizacji Jezusa na Krola Polski. Gdy we wlasnych srodowiskiech bedzie sie o tym mowic duzo, poszerzajac krag zainteresowanych, bedzie latwiej sie jednoczyc. Dzis udaje sie organizac marsze. Macie mozliwosc przesylania materialow, ktore mozne tu umieszczac, to super sprawa, a co wazne jest TV ks.Natanka. To trzeba rozwijac. ROZWIJAC. Niech moderatorzy tych stron dzialaja. Mysle, ze przyjdzie czas, ze znajda sie ludzie dzialan, ktorzy zaczna cos dzialc, a nie bleblac. Waznym jest to by nie dzialac w pojedynke, musi byc co najmniej 3 osoby, wtedy jeden drugiego bedzize mobilizowal do dzialan.
Ponizej moje trzy filmiki, pozdraiwm.
http://www.youtube.com/watch?v=0zhY_3xs0wI
http://www.youtube.com/watch?v=ZlPbCoQ1dho
http://www.youtube.com/watch?v=B8QaEwW0E7c
Więcej na http://www.bibula.com/?p=22652
Zostałem sam w dyskusji na temat Intronizacji Chrystusa Króla.Nie warto godzić się na kompromisy w sytuacji, kiedy Kościół zatraca swoje katolickie oblicze.Intronizacja Chrystusa Króla TAK, ale po katolicku.
Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich".Obj. 3,15.16
Piękno klasycznej liturgii rzymskiej jest ponadczasowym dziełem współpracy człowieka z Duchem Świętym, które wyrosło jako dojrzały owoc wiary setek pokoleń. Ryt ten inspirował niezliczone rzesze mistyków, poetów, filozofów, muzyków, architektów, malarzy, rzeźbiarzy na całym świecie we wszystkich epokach. Pozostawił on po sobie ogromną duchową spuściznę na całym świecie, która przetrwała do dziś – dusze i zmysły rzesz chrześcijan się dziś także karmią się tym pięknem. Cóż to za bogactwo artystyczne i duchowe!
Klasyczna liturgia łacińska dobitnie i zarazem taktownie podkreśla swój sakralny charakter poprzez liczne i różnorakie elementy obrzędu: począwszy od ustalonego kształtu i urządzenia świątyni, poprzez świetność szat i paramentów liturgicznych, do poszczególnych i specyficznych gestów. Wszystko to wskazuje na wielkość i wspaniałość sprawowanych Tajemnic.
Za Jezusem lub przeciw Niemu. Wyrzeczenie
Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.
Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową
i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.
Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
Przez wieki katolicy rozumieli termin ewangelizacja jako pracę wszystkich – duchowieństwa, misjonarzy i świeckich – polegającą na głoszeniu i praktykowaniu Ewangelii Jezusa Chrystusa takiej, jaka została objawiona Apostołom, a następnie wiernie przekazana nam przez Kościół. Ewangelizować, znaczy głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa tak aby nawrócić do niej wszystkich ludzi. Aby zostać zbawionym, zarówno wierzący jak i niewierzący musi dostosować swoje życie do tej Ewangelii. Skoro katolicy rozumieli to pojęcie i od czasów apostolskich pracowali, aby wprowadzić ją w życie, to czym zatem jest ta "nowa ewangelizacja", i dlaczego dzisiaj kładzie się na nią taki nacisk? Mówiąc krótko, "nowa ewangelizacja" jest modernistyczną doktryną, skonstruowaną podczas Vaticanum II i od tego czasu promowaną wśród katolików, jako nowoczesna metoda mająca posłużyć zjednoczeniu wszystkich ludzi wokół tej samej religii, religii niekoniecznie będącej tą samą, którą głosi Kościół rzymskokatolicki. "Nowa ewangelizacja" podąża za doktryną modernistycznej ewangelii: każda religia zawiera w sobie swoją własną ścieżkę do Boga. Mówią oni, że aby między ludźmi zapanował pokój i jedność, wystarczy aby każdy człowiek zrozumiał "dobro" jakie znajduje się w każdej religii, bez względu na ich doktryny albo pochodzenie. "Nowa ewangelizacja" pomniejsza znaczenie Objawienia i wszystko to co z niego wynika. Dla nowoczesnego misjonarza nowej ewangelii, tradycyjne rozumienie znaczenia Objawienia nie jest już konieczne – w rzeczywistości, jest "przeszkodą", przeszkadza jedności, ponieważ ludzie, przez lata, "nie zrozumieli" jego prawdziwej natury. Mówią oni, że w dzisiejszych czasach, tylko my [(tzn. novusowcy)] zrozumieliśmy "ewangelię" tak jak naprawdę była głoszona przez "historycznego Jezusa". Tak więc, "nowa ewangelizacja" jest niczym innym jak praktycznym wprowadzaniem w życie fałszywej doktryny modernistów, potępionej w 1907 przez Papieża św. Piusa X.
Powstaną bowiem fałszywi chrystusowie i fałszywi prorocy, i czynić będą znaki wielkie i cuda, tak aby w błąd byli wprowadzeni (jeśli to być może) nawet i wybrani.Mt. 24).
A co Kościół o prywatnych objawieniach naucza?
Objawienia prywatne (1)
KS. T. M.
"Wyleję ducha mego na wszelkie ciało, a prorokować będą synowie wasi i córki wasze:
starcom waszym sny się śnić będą, a młodzieńcy wasi widzenie widzieć będą".
Joel. 2, 28.
I.
W porządku łaski podobnie jak i w porządku natury, prawdą jest niezaprzeczoną, że Bóg uczynił wszystko pod liczbą, miarą i wagą; śmiało też twierdzić można, że świat nadnaturalny rządzony jest także prawami ogólnymi i stałymi. W łonie tej boskiej ekonomii nie ma kapryśnej zmienności, nic dowolnego, nic przeciwnego porządkowi, lecz zawsze sama tylko mądrość, jedność, harmonia.
Jezus Chrystus sam przez siebie i przez Ducha swojego złożył swe objawienie w ręce apostołów, z tym obowiązkiem, ażeby je przekazali na ręce pasterzy, którzy po nich nastąpić mają.
Odtąd już objawienie ustalone skończyło się dla wszystkich. Ulegnie ono wprawdzie pewnemu rozwojowi, skutkiem pracy umysłu ludzkiego; ludzie przyswoją je sobie ściślej, po wielu wiekach poznają je dokładniej, pojmą uczeniej i jaśniej; mimo to jednak ten boski depozyt żadnej istotnej nie ulegnie zmianie; dogmat pozostaje i pozostanie ten sam w swej boskiej niezmienności: Veritas Domini manet in aeternum (prawda Pańska trwa na wieki). Podobnież drogi zwyczajne, ustanowione przez Chrystusa Pana, w celu przekazywania Jego nauki pokoleniom, trwać będą na zawsze niezmienne: zawsze potrzeba będzie, aby dusze w celu otrzymania tej nauki udawały się do powagi, którą Bóg-Człowiek ustanowił, do powagi, której pełność spoczywa w rękach Głowy Kościoła i przezeń udziela się wszystkim stopniom hierarchii duchownej. Tym sposobem w łonie Kościoła urzeczywistnia się jedność nauczania, jedność wiary; tym sposobem boska prawda przechodzi "od wyższych do niższych", jak mówi święty Tomasz (2), a zawsze środkami zewnętrznymi, ludzkimi, tak, że wszystkie ogniwa katolickiej społeczności są połączone i spojone jedne z drugimi prawem wzajemnej zależności, podobnej do tej, która wprawia w ruch wszystkie ciała niebieskie.
Z tym wszystkim, Ten, który ustanowił ów godny podziwienia porządek, zastrzega sobie tu i ówdzie pewne od niego wyjątki. Toteż nie należy zapominać o tym, że jakkolwiek Pan Bóg ustanowił Kościół widzialnym pośrednikiem między sobą i ludźmi; zastrzegł sobie przecież stosunki bezpośrednie z duszami. A nawet jeśli dobrze rzeczy zbadamy, musimy przyznać, że to widzialne społeczeństwo ludzi między sobą, jest tylko warunkiem i modyfikacją wewnętrznego i niewypowiedzianego stosunku dusz z Bogiem. W tym się objawia prawdziwe życie Kościoła, jego pierwiastek nadprzyrodzony i boski; reszta jest tylko jakby łupiną, szatą, cielesną powłoką.
Prawda, że Pan Bóg w tych nawet stosunkach wewnętrznych postępuje jeszcze według zwykłego sposobu; jest to to, co nazywają zwykłą drogą Opatrzności: będąc jednakże zawsze Panem swych darów, rozdziela je wedle swojej mądrości, i niekiedy w mierze zupełnie wyjątkowej i prawdziwie cudownej. Tak np. oświeca On niektóre dusze w sposób cudowny, wtajemniczając je w tajniki Jemu tylko wiadome, odkrywając przed nimi ukryte skarby swoich tajemnic, a to wszystko sprawuje sam przez siebie, albo przez aniołów, nie używając pośrednictwa ludzi, ani nawet swojego Kościoła, chyba dlatego, aby nad tym czuwał, pilnował i sprawdził potrzebę tych boskich stosunków, z obawy, by czasem nie przymieszał się do nich błąd jakiś, albo złudzenie.
Mimochodem dodajemy, że te cudowne wyjątki, podobnie jak i wszystkie nadzwyczajne misje, podlegają pod pewnym względem ogólnym prawom, i że tu bardziej niż kiedy sprawdza się to zdanie, iż wyjątek wzmacnia prawidło.
Uprzywilejowane więc oświecenia, o których mówić zamierzamy, są te właśnie objawienia prywatne, dlatego tak nazwane, aby je odróżnić od objawienia powszechnego, które jest własnością całego powszechnego Kościoła. To objawienie ma za sobą najwyższą powagę, jest w całym znaczeniu tego wyrazu autentyczne, niewątpliwe i stanowcze, bezwarunkowy przedmiot wiary wszystkich ludzi. Tamte przeciwnie są czysto wyjątkowymi i ponad potrzebę; mają tylko znaczenie względne i w żadnym razie nie mogą stanowić zasady wiary powszechnej.
Że objawienia tego rodzaju bywały bardzo częste w Kościele, to nie ulega żadnej wątpliwości. Zdaje się nawet na pierwszy rzut oka, że w czasach apostolskich podobne wyjątki zlały się prawie zupełnie z zasadą, i przywilej z prawem powszechnym. Widzimy rzeczywiście, że pierwsi chrześcijanie otrzymują dar proroctwa, czynienia cudów itp., jako zwyczajne skutki Sakramentu Chrztu i Bierzmowania. Tak było w epoce tworzenia się Kościoła. Potrzeba było, według słów św. Augustyna, aby roślinę boską, tak delikatną jeszcze i wątłą, niebiański ogrodnik sam hojnie podlewał, żeby już później, gdy wzrośnie i wzmocni się, mogły jej krople deszczu wystarczyć.
Udzielanie więc tych darów nadzwyczajnych coraz się rzadszym stawało, ale nigdy nie ustało zupełnie. W wieku II św. Ireneusz poświadcza, że istniały za jego czasów osoby, obdarzone widzeniami niebiańskimi. Święty Justyn podobneż oddaje świadectwo i przydaje, że prawdziwość tych łask cudownych tak stałą jest i pewną, że nie waha się stawić jej poganom za dowód boskości chrystianizmu. Origenes ze swej strony zapewnia w sposób najwyraźniejszy, w swoim dziele przeciw Celsowi, że wielu niewiernych przyjęło wiarę Chrystusa, będąc oświeceni przez widzenia niebiańskie, których prawdziwość krwią swoją stwierdzić byli gotowi.
Wielka liczba Ojców Kościoła, takich jak św. Cyprian, Ambroży, Augustyn, poświadczają także w słowach niemniej wyraźnych, i niekiedy z własnego doświadczenia, o istnieniu objawień prywatnych (3). W końcu dzieje Kościoła dają nam w tym względzie niezbite dowody. Nie ma prawie Świętego, o którym by nie powiadano, że otrzymywał w pewnej mierze widzenia, albo objawienia niebiańskie. Dość przypomnieć Acta Martyrum, szczególniej męczeństwo św. Perpetui, albo nadzwyczajne i godne podziwu życie pustelników, podobnież żywoty wielkich założycieli zakonów i wielu innych świętych.
Lecz co jest godnym uwagi, to, że objawienia prywatne najliczniejsze i najbardziej zasługujące na tę nazwę, były częściej udzielane niewiastom, aniżeli mężczyznom. Ta jednak okoliczność nic nie ujmuje słowom św. Pawła, który zabrania niewiastom uczyć w Kościele, gdyż zakaz ten potwierdzony i objaśniony przez całe podanie powszechne, dotyczy tylko nauczania publicznego, nauczania przyobleczonego w powagę urzędu. Co do nauczania prywatnego, Opatrzność nie tylko nie wyklucza zeń niewiast, ale owszem, zdaje się, że im takowe w szczególniejszy sposób porucza. Czyż to nie z czcigodnych ust naszych matek otrzymaliśmy pierwsze zasady wiary? Czyż to nie gorliwość kilku pobożnych księżniczek, albo niekiedy i prostych sług Chrystusowych, posłużyła Bogu za narzędzie do nawrócenia całych narodów? Objawienia prywatne nie należą wcale do urzędu nauczycielskiego w Kościele. Nic więc nie stoi na przeszkodzie w dopuszczeniu niewiast do udziału w tych łaskach nadzwyczajnych. Wielu nawet z pomiędzy teologów wyjaśniało za pomocą tak zwanego argumentum convenientiae (dowodu ze stosowności), że łaski te mogą im być udzielane w obfitości i w sposób przywileju.
Cokolwiek bądź, sam fakt nie ulegał nigdy żadnej wątpliwości. Dość wspomnieć świętą Hildegardę, Gertrudę, Brygidę, Katarzynę Sieneńską, Franciszkę Rzymiankę, Katarzynę z Bolonii, Teresę, Różę Limańską, Magdalenę de Pazzis, Katarzynę Ricci i błogosławioną Małgorzatę Marię; nie mówiąc już o innych wcześniejszych objawieniach, które choć może mniej pewne i mniej upoważnione, posiadają jednak w swym in globo niewątpliwe cechy boskiego pochodzenia.
Możemy więc być pewni, że od najpierwszych wieków miały miejsce objawienia prywatne. Wszyscy teologowie katoliccy jednomyślnie zgadzają się w tym względzie. Co większa, ciż sami autorowie, zważywszy, że te stosunki boskie miały miejsce we wszystkich czasach, wyprowadzali wniosek, że one i w naszej epoce mniej lub więcej odnawiać się winny, gdyż ramię Pańskie nie skurczyło się. Tysiące faktów autentycznych, wykazanych w procesach beatyfikacyjnych, przeszedłszy pod skalpelem najsurowszej na świecie krytyki, bo krytyki kongregacji obrzędów, dowodzą aż nadto, że cuda i w naszej epoce istnieją. Otóż źródło objawień prywatnych nie może być wyczerpanym, podobnie jak i źródła innych łask nadzwyczajnych, które Bóg przyobiecał swemu Kościołowi. Byłoby to więc bez zaprzeczenia wielkim nierozsądkiem i nagannym wybrykiem, przeczyć zupełnie i odrzucać z góry wszystkie tego rodzaju stosunki nadnaturalne.
Podobne usposobienie okazywałoby dążności racjonalistyczne, dalekie bardzo od prawdziwego ducha chrystianizmu.
II.
Lecz jeśli z jednej strony niezaprzeczoną jest rzeczą, że istnieją objawienia prywatne, które pochodzą od Boga; z drugiej strony pewnym jest także, że dużo jest i takich, które są czysto ludzkie, a niekiedy i szatańskie nawet. Wiemy wszyscy o tym długim szeregu kłamstw, albo złudzeń, podawanych za natchnienia nadnaturalne, od apokalips i ewangelii apokryficznych, aż do bredni Mormonów, albo współczesnych nam spirytystów, pomijając już niezliczone sekty illuminatów, wizjonerów, fałszywych mistyków, mniemanych ekstatyków, które się wylęgały we wszystkich wiekach, jak Montan i Pryscylla, Palamici, albo zakonnicy z góry Athos, Beguardzi i Beginki itp. W tej rzeczy, podobnie jak i w każdej innej, do której się przymiesza żywioł ludzki, błędy i nadużycia wszelkiego rodzaju i pod każdą postacią stawały obok prawdy i dobra. Co większa, nawet pomiędzy duszami dążącymi do najwyższej doskonałości, nierzadko trafiają się w tym względzie opłakane złudzenia, tak, że św. Alfons Liguori nie obawiał się wyrzec: że objawienia fałszywe daleko są częstsze, niż objawienia prawdziwe (4). Dlatego to i Jan św., będąc świadkiem zamieszania i nadużyć, jakich fałszywe objawienia były przyczyną za jego czasów w Kościele, pisał do wiernych "strzeżcie się wierzyć każdemu duchowi, lecz badajcie, czy duchy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków ukazało się na świecie" (5), a św. Paweł podobną przestrogę udziela i Tessalończykom, gdy mówi: "Nie gardźcie proroctwami (ale) starannie badajcie rzecz całą, i przyjmujcie to tylko, co jest dobrem" (6), przez co jasno daje do zrozumienia, że wszystko co dotyczy darów nadprzyrodzonych, winno być przedmiotem ścisłego badania.
Lecz jak odróżnić fałsz od prawdy, i to co jest dziełem Boga od tego, co nie jest nim wcale? Tu właśnie zadanie staje się najtrudniejszym, jeśli nie w teorii, to przynajmniej w zastosowaniu do praktyki. Spróbujmy je przecież objaśnić o ile można, streszczając w najprostszych słowach prawidła podane przez teologów i mistrzów życia duchownego (7).
Prawidło pierwsze. Najprzód więc należy uważać za bezwarunkowo fałszywe wszystkie mniemane objawienia, które stają w sprzeczności z wiarą, z moralnością, albo które noszą na sobie jaką inną cechę, wyraźnie wyłączającą objaw działania Bożego. Byłoby więc rzeczą zbyteczną, badać dalej podobne objawienia, jeśliśmy już raz jasno spostrzegli w nich rzeczy przeciwne Pismu św., dogmatom ogłoszonym przez Kościół, jednomyślnej nauce Ojców i Doktorów Kościoła. Odrzucić także wypada jako czyste mrzonki to wszystko, co by dążyło do przypisywania Bogu czynów, albo zamiarów śmiesznych, i niegodnych Jego najwyższej Mądrości. Nie ma także najmniejszej wątpliwości o fałszu takich objawień, które insynuują, albo wprost nakazują pogwałcenie prawa natury, lub prawa Bożego, jeśli zawierają w sobie coś nieprzyzwoitego, a zwłaszcza cielesnego, na koniec kiedy obudzają zarozumiałość, pychę, albo znowu pewną trwogę, która denerwuje duszę, sprawia jej niesmak i rozdwojenie. Wszystkie te cechy są niemylne, i ilekroć razy się trafią w jakim objawieniu, można śmiało powiedzieć, że tam nie ma palca Bożego. Zbytecznym byłoby dodawać, że na żadną nie zasługują uwagę objawienia prywatne osób niecierpliwych, kłamliwych, upartych w zdaniu: te to bowiem są charakterystyczne cechy szarlatanizmu.
Prawidło drugie. Uważać należy za mniej lub więcej wątpliwe i podejrzane, objawienia, zawierające w sobie zdania nowe, nadzwyczajne, mające za przedmiot rzeczy tylko ciekawe i niepożyteczne, i na koniec udzielone osobom, których życie, charakter, usposobienie, niewielką daje rękojmię.
Nazywamy tu nadzwyczajnym i nowym wszystko to, co nie ma żadnej podstawy, bądź w Piśmie św., bądź w tradycji, i co się nie zgadza z ogólnie przyjętym zdaniem Ojców i teologów. Toż samo powiedzieć by można o każdym twierdzeniu, które by podawało za objawione pewne opinie sporne, np. czyby Słowo Przedwieczne się wcieliło, gdyby Adam nie był zgrzeszył? Tak utrzymują niektórzy autorowie (8), mimo to jednak nie należałoby odrzucać objawień prywatnych dlatego jedynie, żeby zawierały podobne przytoczonemu twierdzenia. Nie byłożby to bowiem samowolnym zakreślaniem granic wpływu Bożego i zakazywaniem niejako Bogu, iżby dał poznać komu przez szczególny przywilej, rozwiązanie tej lub owej kwestii, dotąd w sporze będącej? I cóż bowiem stoi na przeszkodzie, ażeby Zbawiciel świata objawił jakiej duszy niektóre szczegóły swojego żywota, albo żywota swej Matki, i pewnych okoliczności, mogących ożywić pobożność; albo inne rzeczy, dotąd nieznane Ojcom i Doktorom Kościoła, albo nawet przeciwne ich zdaniu powszechnemu? Bo wreszcie zdanie powszechne, nie mówię jednomyślne, nie jest jeszcze tym samym pewne, i niekiedy nawet po stronie przeciwnej mogą być silne i ważne dowody. Nie należy więc wyłącznie i jedynie z tego powodu odrzucać objawień prywatnych, zawsze jednak, powtórzmy za Benedyktem XIV, można się tu obawiać i podejrzewać, czy są wolne od wszelkiego błędu. Dusza, która mniema, że je otrzymała z nieba, może tylko skombinowała i przetworzyła uprzednie wspomnienia, lub opinie, przypuszczenia i rozumowania mniej lub więcej do prawdy zbliżone. Najlepiej więc w tym razie zawiesić swój sąd, wątpić, dotąd przynajmniej, dopóki powody budzące podejrzenie, nie będą dostatecznie zastąpione pobudkami wprost przeciwnymi a niemałej wagi.
Co się tyczy objawień, które by się zdawały mieć na celu zaspokojenie ciekawości, oczywiście są one jeszcze więcej podejrzane. Nie należałoby się wahać ani chwili, aby je uznać za prosty wymysł, jeśliby tylko dowiedzionym było, że nie przynoszą żadnego rzeczywistego pożytku, ponieważby to było zniewagą Pana Boga, przypisywać Mu jakikolwiek czyn taki, któryby nie miał, jak mówi filozofia, przyczyny wystarczającej swojej egzystencji.
Jednakże należy tu unikać jednego niebezpieczeństwa. Zamiary i drogi Boże nie mogą być mierzone ograniczoną miarą naszych pojęć. Niektóre objawienia zdawać się nam mogą zupełnie nieużytecznymi, bez żadnego poważnego celu, a jednak muszą one mieć powód swojego istnienia w niepojętych, jak mówi Bossuet, tajnikach niebieskiej polityki. Dlatego to Benedykt XIV nie potępia z góry objawień, które się zdają być niepożyteczne i tylko ciekawe. Według jego zdania ta okoliczność czyni je tylko wątpliwymi, podejrzanymi, i że z wielką należy tu postępować uwagą i roztropnością, zanim się o nich sąd wyrzecze. To poważne i mądre zdanie, zdaje nam się być tutaj jedynym prawidłem ogólnym i stałym.
Nawet ze strony osób, które podają się jako obdarzone objawieniami, mogą być pewne pozory podejrzenia, mniej lub więcej ważne, jeżeli te osoby są jeszcze nowicjuszami w życiu duchownym, jeżeli nie mają żadnego wewnętrznego pociągu do umartwienia, jeśli pewien wstręt czują do zwyczajnej drogi doskonałości, połączony z ciekawością, pobudzającą do tego, aby pragnęły rzeczy nadzwyczajnych, nade wszystko gdy je lubią później rozgłaszać. Notujemy, że to ostatnie usposobienie bywa niekiedy pewną wskazówką halucynacji, lub fałszu. Podobnież wszyscy ludzie roztropni nie dowierzają osobom temperamentu chorobliwego i wadliwego, jako też i tym, które mają żywą wyobraźnię, a wrażliwość silnie rozwiniętą. Jest to pewnik, że wyobraźnia grała główną rolę w złudzeniach najsławniejszych wizjonerów i illuminatów. Doświadczenie zresztą codzienne dobrze daje poznać skutki, jakie sprawuje ta grymaśna władza naszej duszy. Dlatego to prawie wszyscy autorowie zgadzają się na to, aby uważać wizje i objawienia kobiet, jako ogólnie fałszywe, lub mocno podejrzane (9). Przez to nie przeczą jeszcze faktowi, któryśmy zaznaczyli wyżej, tj. że objawienia istotnie nadnaturalne, były częściej udzielane niewiastom niż mężczyznom, lecz tylko potwierdzają inny fakt, niemniej niewątpliwy, tj. że niewiasty daleko więcej niż mężczyźni są podległe złudzeniom i błędom w tym względzie. Dzieje mistyki potwierdzają fakt ten niezliczonymi dowodami, które aż nadto wystarczają do tego, aby powziąć wielką nieufność względem tych osób, ilekroć razy nie podają pewniejszych rękojmi.
Prawidło trzecie. Aby rozpoznać prawdziwość objawień prywatnych, nie można w ogóle ufać żadnej oznace wziętej z osobna; lecz należy uważnie badać wszystkie okoliczności, dotyczące osoby, sposobu, w jakim udzielone zostały te objawienia i skutków, jakie pociągnęły za sobą.
Zobaczymy, jak w tej mierze postępuje kardynał Bona (10). Można według niego wziąć za przykład objawienia św. Teresy, które rzeczywiście posiadają powagę zupełnie wyłączną, według zdania osób najgodniejszych zaufania (11). Otóż, powiada uczony kardynał, jakież są główne cechy, które nas upewniają o nadnaturalnym pochodzeniu wizji i objawień św. Teresy? "Obawiała się ona złudzeń szatana, i dlatego nie żądała i nie pragnęła nigdy widzeń, lecz raczej prosiła Pana Boga, aby ją prowadził zwyczajną drogą, i tego tylko jednego pragnęła, aby się na niej spełniała wola Boża. Ponieważ szatan ma zwyczaj nakazywać sekret i milczenie tym, których chce oszukać, św. Teresa była zawsze nakłaniana przez Ducha, który do niej przemawiał, aby się zwierzyła mężom uczonym: jakoż rzeczywiście poddała się ona badaniu przez osoby znakomite, które naówczas jaśniały w Hiszpanii nauką i świątobliwością życia, jak św. Piotr z Alkantary, Franciszek Borgiasz, Jan d'Avila, Baltazar Alvarez i inni. Wiernie słuchała swoich przewodników, a w miarę pomnażania się widzeń, wzrastała w miłości i pokorze. Szukała przede wszystkim osób, które jej najmniej okazywały zaufania i więcej kochała tych, od których najwięcej doznawała prześladowań. Jej dusza kosztowała głębokiego pokoju i najwyższego zadowolenia; jej gorliwość o zbawienie dusz była bardzo wielka, jej myśli były czyste, a pragnienie doskonałości bardzo gorące. Jeśli miała jakie wady, niedoskonałości, była zawsze za to karcona przez tego, który doń przemawiał wewnętrznie. Powiedział on jej, że wszystkie rzeczy sprawiedliwe, o które będzie prosić Boga, będą jej udzielone niewątpliwie: i rzeczywiście często do Boga zanosząc prośby, zawsze wysłuchaną była. Wszyscy, którzy mieli z nią jaką styczność, pobudzani byli jej obcowaniem do skromności, pobożności i miłości Pana Boga; jeżeli tylko ich złe usposobienie nie stawało temu na przeszkodzie. Jej widzenia miały zwykle miejsce po długiej i gorącej modlitwie, albo po Komunii św. i obudzały w jej duszy gorące pragnienie cierpienia dla Boga. Karciła swe ciało postami, dyscypliną, włosiennicą i radowała się wśród chorób i utrapień. Lubiła samotność, unikając stosunków z ludźmi, i odrywając się zupełnie od rzeczy ziemskich. Zachowywała ten sam spokój duszy w pomyślności co i w przeciwnościach. Na koniec mężowie uczeni nigdy nie spostrzegli w jej objawieniach, albo w okolicznościach towarzyszących im nic takiego, co by nie było zgodnym z prawdami wiary, albo prawidłami doskonałości chrześcijańskiej, albo co by było godnym nagany z jakiegokolwiek bądź względu". Wyliczywszy te wszystkie cechy, kardynał Bona kończy tymi słowy: "Ilekroć razy podobne warunki są połączone w jednej osobie, nie można wątpić, że jej objawienia pochodzą od Boga". Rzeczywiście obecność wszystkich tych cech razem, wyłącza wszelką możebność złudzenia lub błędu, tj. błędu mającego pewne znaczenie. Gdyby było inaczej, zdawać by się mogło, że Opatrzność nie dotrzymuje swoich obietnic. Jeśli nade wszystko pewną jest rzeczą, że objawienia jakieś były poprzedzone uczuciami prawdziwej pokory, pokory wypróbowanej, i że te uczucia towarzyszyły im i po nich następowały, naówczas wątpić jeszcze o prawdziwości tych objawień, byłoby nierozsądkiem. Pokora, mówią najznakomitsi autorowie (12), jest najpewniejszym znakiem, kamieniem probierczym, służącym do rozpoznania wszystkich działań Bożych, wewnętrznych poruszeń, cudów, objawień, widzeń, ekstaz i zachwyceń.
Święty Jan Chryzostom stawia nam inną jeszcze zasadę, niezmiernie ważną, do sprawdzenia objawień prywatnych, gdy mówi: "Ilekroć razy spełnia się coś nadprzyrodzonego w ten sposób, iż widocznie w tym widać stosowność i pożytek; rzecz jasna, iż tam jest moc Boża" (13). Tak więc np. jeżeli pewna osoba odkrywa tajemnice, których wiadomość nie jest proporcjonalna odnośnie do nauki jaką posiada i do jej pojęcia, pewną jest najprzód rzeczą, że pojęcia takie otrzymała od Boga, albo od szatana. Dalej jest również rzeczą pewną, że nie pochodzą od szatana, jeśli ich przedmiot, okoliczności i skutki nie zawierają nic takiego, co by nie było prawdziwym, nienagannym, pełnym zbudowania, zdolnym do pomnożenia chwały Bożej i przyniesienia duszom pożytku. Dowód to mocy niezaprzeczonej, decydujący nawet niekiedy. Uważmy jednak, że zły duch chcąc tym pewniej zgubić jaką duszę, często zaczyna od tego, że jej przedstawia rzeczy najpiękniejsze i najświętsze. Grubo by się więc mylił ten, kto by zawsze Bogu przypisywał wszystkie pobożne objawienia, wzięte odrębnie same w sobie i bez względu na inne oznaki. Dlatego też wspomnieliśmy wyżej, że nie należy bezwarunkowo ufać pierwszej lepszej pojedynczej oznace, ale tylko ich summie. Myliłby się również i ten, kto by przyznawał bezwzględne znaczenie pewnym okolicznościom cudownym, które towarzyszyły pewnym objawieniom, jak ekstazy z uniesieniem w powietrze, objawienie pewnych tajemnic, ziszczone przepowiednie, nadzwyczajne widzenia (14), zamiary i postanowienia heroiczne. Ściśle mówiąc, wszystkie te rzeczy mogą być dziełem szatana, a wiele z nich zjawiskiem czysto naturalnym. Na koniec rzeczą jest niezmiernie ważną pamiętać o tym, że jakkolwiek osoba otrzymująca objawienia, byłaby świętą, pokorną, doświadczoną, nie można by jednak prawie nigdy na pewno powiedzieć, że pomiędzy jej objawienia, najpewniejsze co do istoty ich i co do ogółu tychże, nie wkradła się w szczegóły pewna doza złudzeń, albo osobistych wymysłów. Ta główna i ogólna zasada potrzebuje pewnych objaśnień, w tym mieści się całe pytanie dotyczące powagi objawień prywatnych.
III.
Choć nader trudno jest pojąć, a jeszcze trudniej wytłumaczyć, co się dzieje w ekstazach, widzeniach i objawieniach, pewną jednak jest rzeczą, że Bóg udzielając jakiej duszy tych łask nadzwyczajnych, nie udziela jej tym samym daru nieomylności, ani tej szczególnej asystencji Ducha Świętego która jest przywilejem natchnionych pisarzy i Kościoła nauczającego. Pospolicie, z wyjątkiem mniej lub więcej długich kilku chwil, dusza podniesiona do stanu nadnaturalnego w najwyższym stopniu, zachowuje do pewnego punktu użycie swej woli, wyobraźni i rozumu. Stąd też nie ma wątpliwości, że może ona, nawet mimo swej wiedzy, przymieszać do działania Bożego, działanie swoje osobiste, a tym samym zmodyfikować i przeobrazić nawet do pewnego stopnia samąż naturę wpływu Bożego.
Zresztą badać należy nie tylko tę samą chwilę, w której Bóg się udziela duszy, ale także i ten czas, który bezpośrednio potem następuje. Dusza naówczas pała, drży i wibruje pod wpływem otrzymanego wrażenia. W tej to nade wszystko chwili przejścia, obawiać się należy złudzeń, gdyż wedle zdania św. Ignacego, w jego przedziwnych prawidłach o badaniu duchów, zdarza się dość często, iż dusza, czy to przez zwyczaj, lub rozumowanie, albo sąd własny, czy to przez wpływ złego lub dobrego ducha, doznaje pewnych wrażeń, i czyni rozważania, które nie pochodzą bynajmniej wprost od Boga, i które wymagają bardzo dokładnego roztrząśnienia, zanim na nie dać można swoje zezwolenie (15).
Co więcej uważać należy, że osoby, które otrzymały jakie objawienia, są wystawione na nowe błędy, kiedy je spisują, albo opowiadają. Już to brak im wyrazów dla dokładnego oddania ich myśli, już znowu pamięć ich zawodzi. Rzeczywiście, przypuśćmy, że od chwili, w której miały miejsce jakie objawienia, upłynął znaczny przeciąg czasu, łatwo pojąć, że w tej przerwie rozmaite władze duszy mogły w pewien sposób zmodyfikować pojęcia, lub wrażenia otrzymane naówczas, zmniejszając je, a nade wszystko dodając do nich odrębne okoliczności.
Oczywiście, że błędy, niedokładności, złudzenia, mogą się wcisnąć do objawień prywatnych w najrozmaitszy sposób. Bóg tego dopuszcza dla nauki dusz, które obdarzył tymi łaskami nadzwyczajnymi. Chce ich nauczyć, aby się miały zawsze na baczności, by uniknąć pychy i zarozumiałości. Chce także dać poznać wszystkim chrześcijanom, którzy by może wierzyli nad miarę tym objawieniom, że sam tylko Kościół jest organem autentycznym Jego słowa, tłumaczem nieomylnym Jego prawa i zawsze pewnym przewodnikiem sumienia.
Toteż kiedy gruntowniej badamy objawienia wielu Świętych, tych nawet, których Kościół stawia na ołtarzach, znajdujemy tam wiele rzeczy co najmniej wątpliwych, a niekiedy nawet i fałszywych. Nierzadko rzeczywiście zdarza się, że te objawienia stoją w sprzeczności jedne z drugimi, że zawierają przepowiednie niespełnione (16), albo różne cechy halucynacji. Dzielny bollandysta Papebrochiusz, zbadawszy niektóre objawienia błogosławionego Hermana Józefa, nie wahał się powiedzieć kategorycznie: "Wszystko raczej wycierpieć jestem gotów, aniżeli przypuścić, że te rzeczy są objawione z nieba". Bollandyści podobnież odrzucają wiele objawień, między którymi św. Elżbiety de Schonau, o męczeństwie św. Urszuli i jej towarzyszek itp. (17). Podobnie wielu uczonych krytyków podniosło ważne zarzuty przeciwko niektórym objawieniom, które Kościół pod pewnym względem aprobował, jak np. św. Hildegardy, św. Brygidy, i św. Katarzyny Sieneńskiej (18).
A nie można tu powiedzieć, że podawanie w wątpliwość tych rzeczy byłoby brakiem szacunku dla pamięci tych dusz świątobliwych. Szacunek trwa dotąd, dopóki się nie objawia żadnego znaku pogardy, i dopóki nie wydaje się sądu lekkomyślnie i bez pewnych danych. W tych granicach Kościół pozostawia nam zawsze wszelką swobodę w ocenianiu przedmiotu objawień prywatnych. "Mało mu (Kościołowi) na tym zależy, mówi Melchior Cano, czy kto wierzy czy nie w widzenia św. Brygidy, albo innych: te rzeczy nie są przedmiotem wiary powszechnej" (19).
Prawda, że sama ta osoba, której niebo udzieliło objawienie, może i powinna w nie wierzyć wiarą nadnaturalną, byleby tylko posiadała nie już proste prawdopodobieństwo, ale zupełną pewność o ich boskim pochodzeniu (20); lecz co do innych osób, pewną jest rzeczą, że nie są wcale obowiązane przyjmować takowe. Aprobując specjalnie objawienia niektórych Świętych, Kościół nie ma zamiaru narzucać ich naszej wierze. Oświadcza on tylko, że w nich się nic nie znajduje, co by było wprost przeciwne wierze i dobrym obyczajom, i że można je czytać z pożytkiem, albo bez niebezpieczeństwa, w pewnych przynajmniej krajach (21). Zresztą nie daje on wcale rękojmi prawdziwości każdego zdania po szczególe, i pozwala zupełnie zaprzeczyć temu pod jednym warunkiem, tj., aby nie przekraczać granic, któreśmy wyżej wskazali.
Jakaż więc jest powaga objawień prywatnych? Mają one powagę świadectwa osoby, która je przynosi: ni więcej ni mniej. Otóż osoba taka nigdy nie jest nieomylna, oczywiście więc, rzeczy które poświadcza, nigdy nie są bezwarunkowo pewne, chyba gdyby cud jakiś miał miejsce umyślnie dla potwierdzenia prawdziwości opowiadania. Słowem, objawienia prywatne mają powagę czysto tylko ludzką i prawdopodobną. Stąd wypada, że nie można, mówiąc w ogólności, przytaczać ich w celu zdecydowania kwestii teologicznej (22) spornej, tym mniej w celu rozwiązania zadania filozoficznego, historycznego, lub z innej dziedziny nauk.
Byłoby to więc pewnego rodzaju nadużyciem z nader rzadkim chyba wyjątkiem, cytować objawienia prywatne na kazalnicy, która ma być źródłem nauki powszechnej Kościoła. Co najwyżej wolno jest w mowach wystosowanych do kilku osób pobożnych, podać im takowe jako posiłek duchowny, ku ich zbudowaniu służący, i to jeszcze baczyć należy, aby te osoby nie dały się uwieść i nie przesadzały w poszanowaniu, jakie dla tych objawień mieć winny. Zależy na tym bardzo wiele boskiej religii, aby jej wyznawcy nie byli łatwowiernymi, aby umieli szanować swą wiarę, i aby ją zawsze nieskończenie wyżej stawiali nad to wszystko, co nie jest nią samą.
Co się tyczy przewodników sumienia, którym powierzono kierunek dusz zaszczyconych tymi nadzwyczajnymi łaskami, ci więcej niż ktokolwiek winni do siebie stosować słowa apostoła: Nolite omni spiritui credere. Kto by zbyt łatwo wierzył w widzenia i objawienia, dałby dowód wielkiej nieroztropności, której skutki straszliwymi nawet stać by się mogły. Badać więc rzeczy długo i wszechstronnie, trzymać się na uboczu, w nieufności, która nigdy nie będzie za wielką, byleby tylko nie dochodziła do zupełnej i systematycznej niewiary: oto jedyna droga postępowania, jaką dyktuje sam nawet zdrowy rozsądek. I rzeczywiście jest ona najzupełniej uzasadniona, gdyż się opiera na prawidłach wyżej podanych, służących do odróżnienia objawień fałszywych od prawdziwych. Jakoż jeżeli z reguł wyżej podanych wypływa jaki wniosek stanowczy, to pewno ten, że ocena faktów nadnaturalnych tego rodzaju jest nader trudna, do tego stopnia, że nieraz przechodzi siły wszelkiej nauki i wszelkiego szperania ludzkiego.
Kończąc te uwagi, należy nam jeszcze dorzucić słówko o usposobieniu, z jakim czytać należy dzieła, zawierające w sobie widzenia i objawienia prywatne. Rozumie się, że nie mówimy tu o takich, które nie były zbadane przez osoby kompetentne, i które nie posiadają żadnej aprobaty kościelnej: takie objawienia nie zasługują na żadne zaufanie i wierni winni by się wstrzymać od czytania ich. Mowa tu więc tylko o dwóch kategoriach dzieł podobnych. Jedne z nich od dawna zaszczycone świętym imieniem autorów i aprobacją Stolicy Świętej; drugie wyszłe spod pióra osób znanych z pobożności i potwierdzone przez jednego lub kilku biskupów, po gruntownym rozbiorze przez osoby pewne i kompetentne, według zdania których nauka tam zawarta jest zdrowa i pożyteczna. Otóż choć rzeczą jest bardzo słuszną, aby wielką postawić granicę między tymi dwoma gatunkami dzieł, można mimo to twierdzić, że jedne i drugie posiadają dostateczne rękojmie tego, iżby wierni je mogli czytać z pożytkiem. Takie dzieła, zawierające w sobie objawienia prywatne, cechuje niekiedy pewna woń pobożności, jakieś przezrocze nauki, przejmujące namaszczenie, którego by na próżno szukać w zwyczajnych książkach duchownych. Dusza prosta i szczera znajdzie tam niezaprzeczenie najobfitszy żywioł do zbudowania się, gdy je rozważać będzie w duchu prostoty skromnej i roztropnej, bez pretensji do przesadnej krytyki, ale też i bez dziecięcej łatwowierności i bez nadmiernego poszanowania dla faktów nadzwyczajnych, których to ostateczności zawsze troskliwie chronić się należy w przedmiocie objawień prywatnych.
Ks. T. M.
Artykuł z czasopisma "Przegląd Katolicki", 1870 r. Dnia 6 Października, Warszawa, Nr 40, ss. 625-633. (Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).
W objawieniach Rozalii Celakównej Pan Jezus przekazuje nam możliwość ratunku naszej Ojczyzny i nas samych. Nawołuje Naród do Intronizacji swego KRÓLA. Pozostaje więc podstawowe pytanie kto winien dokonać tego aktu? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta: władza polityczna i duchowa. Poprzez komentarze i wpis "Cóż robić?" starałem się delikatnie sugerować, iż nie mamy na cokolwiek liczyć!!! W pierwszym przypadku od królika Stanisława mamy do czynienia z narzuconą masońską władzą. Nie tylko ks. Piotr w swoich kazaniach nawiązuje do tego jakże przykrego zagadnienia. Ktoś powie a w okresie międzywojennym nasza Ojczyzna się rozwijała. Zapewniam nie dzięki władzy a tylko i wyłącznie dzięki przedsiębiorcą. Jeżeli chodzi o władzę duchową odpowiedź jest retoryczna, gdyż uznanie Jezusa Chrystusa Królem, Tego samego, którego wyznaje Święty Kościół Katolicki nie powinno budzić wątpliwości!!! Czy budzi? Na to pytanie niech odpowie sobie każdy sam!
Nie pozostało nam nic innego jak Intronizować Pana Jezusa Królem w naszych sercach, Rodzinach i razem z tymi duchownymi, którzy nie mają dylematów typu" jest Królem po wszystkie czasy czy jeszcze nie teraz, może w przyszłości?
Pozdrawiam: Janusz
Obejrzyjcie sobie na You Tube film składający się z pięciu części pt, ,,Oto co utraciliśmy".
http://www.youtube.com/watch?v=ZtPQc2NjBAk&feature=related
Ja nie wyobrażam sobie, że możemy dokonać prawdziwej Intronizacji jako moderniści. Rozalia Celakowna żyła w czasach, kiedy istniał jeszcze niezmodernizowany Kościół Katolicki z najpiękniejszą Rzeczą po tej stronie nieba czyli Mszą Św. Wszechczasów zwaną Trydencką.Do tego trzeba powrócić, a kto tego nie rozumie, to sprzyja wrogom którzy Kościół Chrystusowy niszczą.Modlicie się na Różańcu świętym i do głowy wam nie przyjdzie aby Go wyrzucić z naszego życia religijnego a Msza Święta jest przecież o wiele ważniejsza i przez modernistów jest praktycznie zakazana do dzisiaj już 40 lat.Miałem 10 lat gdy do naszych kościołów zawitał protestancki NOM, początkowo nawet pobożnie odprawiany. Ale NOM zawsze pozostanie NOMem. To ze zmodernizowana Mszą zawitało chamskie olewanie przepisów liturgicznych, Komunia święta na stojaka i do łapy, pchające się kobiety do ołtarzy, a strefa Prezbiterium zawsze była dla nich zakazana, czy skoczne piosenki zamiast Chorału Gregoriańskiego. Itd. itd.
Wykład "O kryzysie w Kościele" zorganizowany przez Wszechnicę Myśli Prawicowej w Nowym Sączu oraz Katolicki Instytut Apologetyczny im. św. Tomasza z Akwinu został wygłoszony 8. czerwca 2010 r. w Nowym Sączu.
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.1- czas 9'54''
http://www.youtube.com/watch?v=xXXcENCB11o&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.2- czas 9'55''
http://www.youtube.com/watch?v=P3Kwfr0U6KE&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.3- czas 9'57''
http://www.youtube.com/watch?v=4ExSG-7zruc&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.4- czas 9'54''
http://www.youtube.com/watch?v=V4ryxfKGoXQ&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.5- czas 10'
http://www.youtube.com/watch?v=khRPY0ip-Vw&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.6- czas 10'
http://www.youtube.com/watch?v=_6v00vita-E&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.7- czas 10'
http://www.youtube.com/watch?v=7LC-Z4fMy50&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.8 czas 9'56''
http://www.youtube.com/watch?v=jk9kQHlwSrE&feature=related
Ks. Karol Stehlin o kryzysie w Kościele cz.9- czas 5'12''
http://www.youtube.com/watch?v=JWIa2NELItY&feature=related
(...) Czyńcie sobie Ziemię poddaną (...) , to także zostało ustanowione na początku i w późniejszym terminie wsparte i unormowane DEKALOGIEM, mówiąc po ludzku kodeksem prawnym dla istot rozumnych czyli po prostu ludzi. Każde Prawo, czy to Boskie czy ludzkie nakłada na nas prawa i obowiązki. Zakłócenie tej harmonii skutkuje zawsze negatywnie co udowodnione jest na przestrzeni dziejów. Człowiek w swej ułomności wynikającej z grzechu pierworodnego często pomija te sprawy. Koronnym przykładem jest tutaj WŁADZA.
Prymas Tysiąclecia niejednokrotnie poruszał ten temat, głównie w Kazaniach świętokrzyskich. Przypominał, że „każda władza pochodzi od Boga”!!! Idąc tym tokiem rozumowania należy zastanowić się czy nasza „władza pochodzi od Boga”?
W tym przypadku odpowiedź jest bardzo prosta: NIE!!!
Udowodnienie tej tezy jest bardzo proste. Dobry Pan Bóg nie potrzebuje prawa ludzkiego do swojego Planu Stworzenia! Tu niestety mamy do czynienia z pokrętnym prawem ludzkim, które tak normuje wybór władzy, że nie można dokonać wyboru konkretnych Osób lecz ugrupowania partyjne, które narzucają swoich kandydatów. Można mieć miliony głosów, natomiast jeżeli partia nie przekroczy progu wyborczego to wszystkie głosy wyborców są nieistotne. Tym sposobem dochodzimy do udowodnienia postawionej tezy.
Poprzez to przydługawe wprowadzenie należy zadać jeszcze jedno pytanie:
czy Pan nasz Zbawiciel Syn Boga Żywego, Jezus Chrystus chce by taka władza dokonała Jego INTRONIZACJI???
Niech każdy sobie sam odpowie!
Nasz NARÓD powinien sam Intronizować Króla i oddać mu WŁADZĘ pod przewodnictwem swoich oddanych opiekunów duchowych, poczuwających się do realizacji Bożego Planu Zbawienia Chrystusa Króla Polski!!! Ten proces już się rozpoczął i miejmy nadzieję, że zagości w każdym progu Rodzin polskich.
Pozdrawiam: Janusz
http://www.piusx.org.pl/liturgia/ordo-missae
,,Tekst Mszy św. na podstawie Mszału Rzymskiego, przekład polski opracowali OO. Benedyktyni z opactwa tynieckiego, Nihil obstat: Dominik Michałowski OSB, cenzor; Imprimi potest: Mateusz Skibniewski OSB, Przeor; Imprimatur: Kraków, 22 VI 1963 r. Karol Wojtyła, Biskup Wikariusz Kapitulny. (W niniejszym tekście dodano trzecie Confiteor wiernych przed Komunią św., tradycyjnie w Polsce odmawiane.)"
Porównajcie sobie z tym, z czym macie do czynienia obecnie w posoborowym Kościele.
Oto teologiczna krytyka nowej mszy dokonana przez księży z diecezji Campos ( Brazylia)
Uwaga: wszystkie cytaty oznaczone gwiazdką pochodzą z listu kardynałów Ottavianiego i Bacciego do papieża Pawła VI z 25 września 1969, zawierającego Krótką analizę krytyczna nowego Ordo Missae. Wytłuszczenia w oryginale.
Tłumaczył Przemysław Jackowski.
1. Ponieważ Nowa Msza nie jest wyraźnym wyznaniem Wiary katolickiej (którym jest Msza tradycyjna); ponieważ jest niejasna i protestancka. Ponieważ modlimy się tak, jak wierzymy, to z zasady tej wynika, że nie możemy uczestniczyć w Nowej Mszy i nadal wierzyć po katolicku.
2. Ponieważ zmiany nie były jedynie kosmetyczne, ale mamy tu do czynienia „z całkowitym odnowieniem... całkowitą zmianą... nową jakością” (msgr A. Bugnini, współautor Nowej Mszy).
3. Ponieważ Nowa Msza wiedzie do przekonania, że „prawda (...) może być zmieniona lub zignorowana bez popełnienia odstępstwa od depozytu doktryny, z którą święta Wiara katolicka jest związana po wsze czasy”*.
4. Ponieważ Nowa Msza reprezentuje „uderzające odejście od katolickiej teologii Mszy, sformułowanej na XXII sesji Soboru Trydenckiego”, który, ustanawiając niezmienne „kanony”, ustanowił „barierę nie do pokonania dla jakichkolwiek herezji przeciwko integralności Misterium”*.
5. Ponieważ różnica pomiędzy tymi dwiema Mszami nie polega jedynie na zwykłych szczegółach albo na zmianie ceremonii, ale „wszystko to, co ma wieczną wartość, zajmuje w niej (Nowej Mszy) poślednie miejsce, o ile w ogóle się w niej znajduje”*.
6. Ponieważ „ostatnie reformy w sposób wystarczający wykazały, że najnowsze zmiany w liturgii wiodą wyłącznie do dezorientacji wiernych, którzy już wykazują symptomy zaniepokojenia i utraty Wiary”*.
7. Ponieważ w obecnych czasach pełnych zamieszania prowadzi nas słowa naszego Pana: „Po owocach poznacie ich”. Owocami Nowej Mszy są: obniżenie o 30% uczestnictwa we Mszy niedzielnej w Stanach Zjednoczonych („New York Times”, 24 V 1975 r.), o 43% we Francji (kard. Marty), o 50% w Holandii („The New York Times”, 5 I 1976 r.).
8. Ponieważ „pośród najlepszej części duchowieństwa praktycznym rezultatem (Nowej Mszy) jest bolesny kryzys (katolickiej) świadomości”*.
9. Ponieważ w czasie krótszym niż 7 lat od wprowadzenia Nowej Mszy liczba kapłanów na świecie zmalała z 413 438 do 243 307 – prawie o 50%! (statystyki Stolicy Apostolskiej).
10. Ponieważ „duszpasterskie powody, przytaczane na poparcie tak poważnego rozbratu z tradycją (...) nie wydają się nam wystarczające”*.
11. Ponieważ Nowa Msza nie wyraża wiary w Rzeczywistą Obecność naszego Pana [w Hostii] – Msza tradycyjna wyraża tę wiarę doskonale.
12. Ponieważ Nowa Msza myli RZECZYWISTĄ Obecność Chrystusa w Eucharystii z jego MISTYCZNĄ Obecnością wśród ludu (zbliżając się do doktryny protestanckiej).
13. Ponieważ Nowa Msza zaciera to, co powinno być wyraźna różnicą pomiędzy HIERARCHICZNYM Kapłaństwem a powszechnym kapłaństwem wiernych (jak czynią to protestanci).
14. Ponieważ Nowa Msza faworyzuje heretycka teorię głosząca, że to WIARA ludzi, a nie SŁOWA KAPŁANA powodują obecność Chrystusa w Eucharystii.
15. Ponieważ wstawienie luterańskiej „Modlitwy Wiernych” do Nowej Mszy naśladuje i promuje protestancki błąd, jakoby wszyscy ludzie byli kapłanami.
16. Ponieważ w Nowej Mszy nie ma osobnego Confiteor kapłana, który odmawia tę modlitwę razem z wiernymi, tym samym aprobując postawę Lutra, który odrzucił naukę katolicka, głoszącą że kapłan jest sędzia, świadkiem i pośrednikiem między wiernymi a Bogiem.
17. Ponieważ Nowa Msza sugeruje, że wierni koncelebrują z kapłanem – co jest sprzeczne z katolicką teologią!
18. Ponieważ sześciu pastorów protestanckich współpracowało w przygotowaniu Nowej Mszy: George, Jasper, Shepherd, Kunneth, Smith i Thurian.
19. Ponieważ podobnie jak Luter usunął Offertorium – gdyż w jasny sposób wyrażało ofiarniczy, przebłagalny charakter Mszy – tak i twórcy Nowej Mszy usunęli te modlitwy, redukując je do krótkiego Przygotowania Darów.
20. Ponieważ z Nowej Mszy usunięto wystarczająco wiele teologii katolickiej, aby protestanci, zachowując nadal niechęć dla Prawdziwego Kościoła katolickiego, mogli swobodnie używać jej tekstu. Pastor protestancki Max Thurian (konsultant reformy liturgicznej) powiedział, że owocem Nowej Mszy „być może stanie się fakt, że wspólnoty niekatolickie będą mogły celebrować Wieczerzę Panską. używając tych samych modlitw co Kościół katolicki” („La Croix”, 30 IV 1969 r.).
21. Ponieważ narracyjna forma Konsekracji w Nowej Mszy daje do zrozumienia, że jest ona tylko wspomnieniem, a nie prawdziwą Ofiarą (co jest teza protestancką).
22. Ponieważ poprzez poważne pominięcia w tekstach modlitwy Nowa Msza prowadzi do przekonania, że jest ona tylko posiłkiem (co jest tezą protestancką), a nie ofiarą dla odpuszczenia grzechów (jak mówi doktryna katolicka).
23. Ponieważ zmiany takie, jak stół w miejsce ołtarza, zwrócenie się kapłana twarzą w stronę wiernych zamiast tabernakulum, Komunia na rękę etc. podkreślają doktrynę protestancką (tj., że Msza jest tylko posiłkiem, kapłan – tylko przewodniczącym zgromadzenia, zaś Eucharystia NIE jest Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem Jezusa Chrystusa, ale jedynie kawałkiem chleba itp.).
24. Ponieważ sami protestanci stwierdzili, że „nowe katolickie Modlitwy Eucharystyczne porzuciły fałszywą (sic!) perspektywę ofiary oddawanej Bogu” („La Croix”, 10 XII 1969 r.).
25. Ponieważ jesteśmy postawieni przed wyborem: albo damy się sprotestantyzować, uczestniczyć w Nowej Mszy, albo zachowamy naszą Wiarę katolicką poprzez wierne przylgnięcie do tradycyjnej Mszy, „Mszy Wszechczasów”.
26. Ponieważ Nową Mszę przygotowano zgodnie z protestancką definicją Mszy: „Wieczerza Pańska albo Msza jest świętą synaksą lub zgromadzeniem Ludu Bożego, który gromadzi się wspólnie pod przewodnictwem kapłana, aby celebrować wspomnienie Pana” (Par. 7, Institutio Generalis, definiujące Nową Mszę, 6 IV 1969 r.).
27. Ponieważ, na skutek niejasności, Nowa Msza wydaje się zadowalać zarówno katolików, jak i protestantów; jest zatem „dwujęzyczna” i obraża Boga, który brzydzi się wszelką hipokryzją: „Obmówca i dwujęzyczny jest przeklęty, bo zamiesza wielu w pokoju żyjących” (Syr 28, 15).
28. Ponieważ piękne, dobrze znane hymny katolickie, które inspirowały wiernych przez całe stulecia, zostały zapomniane i zastąpione nowymi, o silnie protestanckim zabarwieniu, pogłębiając jeszcze i tak wyraźne wrażenie, że nie uczestniczy się w nabożeństwie katolickim.
29. Ponieważ Nowa Msza zawiera dwuznaczności, w subtelny sposób prowadzące do herezji, co jest bardziej niebezpieczne, niż gdyby zawierała jawne herezje, gdyż takie półherezje w połowie przypominają Prawdę!
30. Ponieważ Chrystus Pan ma tylko jedna Oblubienicę, Kościół katolicki, a jego liturgia nie może równocześnie służyć wyznaniom, które są jej nieprzyjaciółmi.
31. Ponieważ Nowa Msza naśladuje heretycką „mszę anglikańską” Cranmera, a metody, użyte do jej wprowadzenia, były identyczne z metodami, jakich użyli heretycy angielscy.
32. Ponieważ Święta Matka Kościół kanonizował licznych męczenników angielskich, zabitych, ponieważ odmówili uczestnictwa we mszy takiej jak ta Nowa!
33. Ponieważ protestanci, którzy nawrócili się na katolicyzm, byli zbulwersowani widząc, że Nowa Msza jest tym samym nabożeństwem, w którym uczestniczyli jako protestanci. Jeden z nich, Julien Green, zapytał: „Pocośmy się nawracali?”.
34. Ponieważ statystyki pokazują wielki spadek liczby nawróceń na katolicyzm po wprowadzeniu Nowej Mszy. Liczba nawróceń, która sięgała 100 000 rocznie w Stanach Zjednoczonych, spadła do mniej niż 10 000! A liczba wiernych opuszczających Kościół przewyższa liczbę nawróconych...
35. Ponieważ Tradycyjna Msza uformowała wielu Świętych. „Niezliczona liczba Świętych była przez nią obficie karmiona prawdziwą pobożnością ku Bogu” (papież Paweł VI, konstytucja apostolska Missale Romanum).
36. Ponieważ natura Nowej Mszy ułatwia profanację konsekrowanych Hostii, która ma miejsce z częstotliwością nie do porównania z Mszą Tradycyjną.
37. Ponieważ Nowa Msza, pomimo pozorów, wprowadza Nową Wiarę, nie zaś Wiarę katolicką. Wprowadza modernizm i naśladuje taktykę modernizmu, używając niejasnej terminologii w celu wdrożenia i propagowania błędów.
38. Ponieważ wprowadzając opcjonalne warianty, Nowa Msza zagraża jedności liturgii, skoro każdy kapłan może zmieniać ją tak, jak mu na to przyjdzie ochota i pozwoli fantazja. Nieuniknionym rezultatem jest nieporządek, któremu towarzyszy brak szacunku i lekceważenie.
39. Ponieważ wielu dobrych teologów katolickich, kanonistów i kapłanów nie akceptuje Nowej Mszy i stwierdza, że nie może jej celebrować z czystym sumieniem.
40. Ponieważ Nowa Msza usunęła takie elementy, jak przyklęknięcia (pozostały tylko trzy), puryfikację palców kapłana w kielichu, ochronę przed stykaniem się palców kapłana z rzeczami nieświętymi po Konsekracji, poświęcony kamień ołtarzowy i relikwie, trzy obrusy ołtarzowe (zredukowane do jednego), a „wszystkie te zmiany służą wyłącznie podkreśleniu, w jaki oburzający sposób nie wprost odrzucono wiarę w dogmat Rzeczywistej Obecności”*.
41. Ponieważ tradycyjna Msza, wzbogacana i rozwijana przez wieki świątobliwej Tradycji, została skodyfikowana (nie wymyślona) przez papieża, który był Świętym – Piusa V; natomiast Nowa Msza została sztucznie wykreowana przez sześciu pastorów protestanckich i masona 33 stopnia, abp Bugniniego, który został później usunięty z Watykanu za swoje związki z wolnomularstwem.
42. Ponieważ błędy Nowej Mszy, uwydatnione w tłumaczeniach na języki narodowe, są obecne nawet w tekście łacińskim.
43. Ponieważ Nowa Msza, przez swoją dwuznaczność i permisywizm, wystawia nas na gniew Boży poprzez zwiększanie ryzyka nieważnej konsekracji: „Czy księża w niedalekiej przyszłości, pozbawieni tradycyjnej formacji, którzy zdadzą się na Novus Ordo w intencji aby , będą zdolni ważnie konsekrować? Można słusznie powątpiewać”*.
44. Ponieważ zniesienie Tradycyjnej Mszy przypomina o proroctwie Daniela (8, 12): „I dano mu moc przeciw ustawicznej ofierze dla grzechów [popełnianych przez ludzi] (...)” oraz uwagę św. Alfonsa Liguoriego, że – ponieważ Msza jest najlepszą i najpiękniejszą rzeczą, jaka istnieje w Kościele tu na ziemi – diabeł, używając heretyków, zawsze próbował jej nas pobawić.
45. Ponieważ tam, gdzie zachowano Tradycyjną Mszę, wiara i gorliwość są większe. Tam, gdzie panuje Nowa Msza, jest wprost przeciwnie (Raport o Mszy, diecezja Campos).
46. Ponieważ Nowej Mszy towarzyszy nowy katechizm, nowa moralność, nowe modlitwy, nowy Kodeks Prawa Kanonicznego, nowy kalendarz liturgiczny – mówiąc krótko: Nowy Kościół, całkowicie odmienny od starego. „Reforma liturgiczna... nie daj się oszukać, oto gdzie zaczyna się rewolucja” (msgr Dwyer, arcybiskup Birmingham, rzecznik Synodu Biskupów).
47. Ponieważ wewnętrzne piękno Mszy tradycyjnej pociągało ku niej dusze; natomiast Nowa Msza, która sama w sobie nie posiada żadnej atrakcyjności, musi wynajdować nowinki i dostarczać rozrywki, aby przyciągać wiernych.
48. Ponieważ Nowa Msza zawiera liczne błędy, potępione przez św. Piusa V na Soborze Trydenckim (Msza w całości w języku narodowym, słowa Konsekracji wypowiadane na głos etc.; por. potępienie jansenistycznego Synodu w Pistoi) oraz błędy potępione przez Piusa XII (np. ołtarz w kształcie stołu – zob. Mediator Dei).
49. Ponieważ Nowa Msza próbuje przekształcić Kościół katolicki w nowe, ekumeniczne wyznanie, obejmujące wszystkie ideologie i wszystkie religie – prawdziwe i fałszywe, prawdę i błąd – cel, o którym od dawna marzyli wrogowie Kościoła.
50. Ponieważ Nowa Msza, poprzez usunięcie wezwań skierowanych do wiernych i końcowego błogosławieństwa, kiedy kapłan celebruje bez ludu, ukazuje brak wiary w dogmat Obcowania Świętych.
51. Ponieważ ołtarz i tabernakulum są w niej rozdzielone, sugerując w ten sposób rozdział między Chrystusem [obecnym] w Jego kapłanie i Ofierze na ołtarzu a Rzeczywistą Obecnością Chrystusa w tabernakulum, „dwiema Obecnościami, które z powodu swej najgłębszej istoty muszą być traktowane nierozdzielnie” (Pius XII).
52. Ponieważ Nowa Msza nie wyraża uwielbienia człowieka dla Boga, ale raczej przyziemne uwielbienie człowieka dla człowieka.
53. Ponieważ Nowa Msza, chociaż wydaje się spełniać wskazówki Soboru Watykańskiego II, w istocie jest przeciwna jego wytycznym, gdyż sam Sobór zadeklarował pragnienie, aby zachować i zalecać tradycyjny ryt.
54. Ponieważ tradycyjna łacińska Msza papieża św. Piusa V nigdy nie została legalnie uchylona, a zatem pozostaje ona ważnym rytem Kościoła katolickiego, który umożliwia wiernym wypełnienie ich obowiązku niedzielnego.
55. Ponieważ papież św. Pius V udzielił wieczystego zezwolenia, ważnego „po wsze czasy”, do odprawiania tradycyjnej Mszy swobodnie, legalnie, bez skrupułów, kary, wyroku lub cenzury (bulla Quo primum).
56. Ponieważ papież Paweł VI, promulgując Nową Mszę, zadeklarował: „[ten] ryt (...) sam w sobie NIE jest zdefiniowany dogmatycznie” (19 XI 1969 r.).
57. Ponieważ papież Paweł VI, zapytany przez kard. Heenana z Anglii o to, czy uchyla albo zakazuje Mszę Trydencką, odpowiedział: „Nie jest naszą intencją całkowity zakaz Mszy Trydenckiej”.
58. Ponieważ „w Libera nos zniesiono wszelkie wzmianki o Najświętszej Maryi Pannie, apostołach i wszystkich świętych, tak że nie prosi się ich o wstawiennictwo, nawet w niebezpieczeństwie”*.
59. Ponieważ „w żadnej z trzech nowych modlitw eucharystycznych nie ma najmniejszej wzmianki o cierpieniach dusz czyśćcowych, w żadnej z nich nie ma miejsca na jakieś szczególne wspomnienie, co po raz kolejny osłabia wiarę w przebłagalną i odkupieńczą naturę Najświętszej Ofiary”*.
60. Ponieważ uznajemy najwyższy autorytet Ojca Świętego w jego powszechnej władzy nad Świętą Matką Kościołem, ale wiemy, iż nawet ten autorytet nie jest władny narzucić nam praktyki, która jest w tak WYRAŹNY sposób przeciwna Wierze: Mszy, która jest niejednoznaczna i sprzyja herezji, a tym samym jest Bogu wstrętna.
61. Ponieważ, jak to określił Sobór Watykański I, „Duch Święty nie został przyobiecany następcom Piotra, aby ci za Jego natchnieniem tworzyli nowe doktryny, ale aby dzięki Jego asystencji mogli zachowywać nienaruszenie i wykładać wiernie Objawienie, czyli Depozyt Wiary przekazany przez apostołów” (Dnz 3070).
62. Ponieważ herezja albo to, co w sposób oczywisty sprzyja herezjom, nie może być kwestią posłuszeństwa. To posłuszeństwo winno służyć Wierze, nie zaś Wiara posłuszeństwu! Zatem w tym przypadku „trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi” (Dz Ap 5, 29).
,,Powstaną bowiem fałszywi chrystusowie i fałszywi prorocy, i czynić będą znaki wielkie i cuda, tak aby w błąd byli wprowadzeni (jeśli to być może) nawet i wybrani.Mt. 24)."
Jestem wielkim miłośnikiem Mszy Trydenckiej Ordo Missae a tylko z konieczności wypełnienia niedzielnego obowiązku zmuszony jestem na udział w NOM. NOM został stworzony przez abp. Bugniniego i 6 protestanckich teologów dlatego NOM jest sprotestantyzowaną i zjudaizowaną karykaturą Mszy Wszechczasów. nie ma tylu łask Bożych a Jej sprawowanie wola o pomstę do Niebios.Czym naprawdę jest Msza Święta, odkryłem w Przeoracie FSSPX. To z powodu nowej Mszy mamy potężniejący kryzys w Kościele, a moderniści będący na usługach masonerii podsunęli wiernemu ludowi Bożemu to kukułcze jajo. Ze wzgledu na odległość i czas dojazdu na prawdziwie katolickiej Mszy Świętej jestem raz na jakiś czas.Papież Benedykt XVI dokumentem motu proprio Summorum Pontificum umożliwił, aby wszyscy wierni poznali tą najpiękniejszą Rzecz po tej stronie nieba.I co? Tylko garstka wiernych ma to szczęście, aby godnie uświęcić Dzień Pański. Posoborowy zjudaizowany Episkopat blokuje Polakom jak może wejście w życie papieskiej decyzji. To samo dotyczy Intronizacji Chrystusa Króla.Abp. Lefebvre napisał książkę oskarżenie na ojców 2 sob. wat pt. ,,Oni Jego Zdetronizowali"
Prawa Boże (oraz Kościoła w narodzie katolickim) stanowią podstawę konstytucji. W związku z tym dekalog inspiruje wszelkie prawodawstwo.
Pierwsza konsekwencja: „wola ogółu” jest nieważna, jeżeli stoi w opozycji wobec praw Bożych. Większość nie „tworzy” prawdy; większość powinna trwać w prawdzie, pod groźbą wypaczenia demokratycznego. Pius XII rozumnie podkreśla niebezpieczeństwo, właściwe dla ustroju demokratycznego, przeciwko któremu musi reagować konstytucja: niebezpieczeństwo depersonalizacji, urobienia na masę oraz manipulacji tłumu ze strony grup nacisku i sztucznej większości.
Druga konsekwencja: demokracja nie jest świecka, lecz otwarcie chrześcijańska i katolicka. Jest zgodna ze społeczną doktryną Kościoła dotycząca własności prywatnej, zasadą uzupełniania, a edukacja pozostaje troską Kościoła i rodziców, itd...
Podsumowując: demokracja, nie mniej niż jakakolwiek inna forma rządów, musi zaprowadzać społeczne panowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Demokracja musi, tak jak wszystko, mieć króla: Jezusa Chrystusa.
http://www.piusx.org.pl/kryzys/oni-Jego-zdetronizowali/7
Pozdrawiam: Janusz
Pozdrawiam: Janusz
,,W porządku łaski podobnie jak i w porządku natury, prawdą jest niezaprzeczoną, że Bóg uczynił wszystko pod liczbą, miarą i wagą; śmiało też twierdzić można, że świat nadnaturalny rządzony jest także prawami ogólnymi i stałymi. W łonie tej boskiej ekonomii nie ma kapryśnej zmienności, nic dowolnego, nic przeciwnego porządkowi, lecz zawsze sama tylko mądrość, jedność, harmonia.
Jezus Chrystus sam przez siebie i przez Ducha swojego złożył swe objawienie w ręce apostołów, z tym obowiązkiem, ażeby je przekazali na ręce pasterzy, którzy po nich nastąpić mają.
Odtąd już objawienie ustalone skończyło się dla wszystkich."
Więcej na
http://www.ultramontes.pl/objawienia_prywatne.htm