Strona Nieoficjalna Ks. dr hab Piotra Natanka

Ludzie - Maria Leonia Nastał

Drukuj PDF
Dostosuj wielkość czcionki:

Dzieciństwo i młodość

  Służebnica Boża Maria Nastał – w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek s. Leonia - urodziła się 8 listopada 1903 r. w Starej Wsi koło Brzozowa, jako córka Franciszka i Katarzyny. W jej rodzinnej wiosce znajdowała się bazylika księży Jezuitów ze słynącym cudami obrazem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej, nazywanej Matką Miłosierdzia. Był to kościół parafialny, w którym Maria - późniejsza siostra Leonia - otrzymała chrzest, przystępowała do sakramentów pokuty i Eucharystii, i w którego życiu czynnie uczestniczyła. W Starej Wsi znajduje się także dom generalny Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP NP, do którego wstąpiła, pokonując wielkie trudności ze strony ojca. Duchowy klimat Starej Wsi, kształtowany poprzez sąsiadujące ze sobą klasztory Sióstr Służebniczek i Ojców Jezuitów, wywarł ogromny wpływ na rozwój życia religijnego s. Leonii.

  Mając niewielkie gospodarstwo rolne, niełatwo było zapewnić utrzymanie rodzinie, dlatego poszukując środków do życia, ojciec Marii wyemigrował do Ameryki i przebywał tam prawie 18 lat. Cały ciężar wychowania dzieci spoczął na matce, która była dla nich wzorem modlitwy, przykładem wiary, nadziei i miłości Boga, a także modlitwy. W takiej atmosferze kształtowała się jej hierarchia wartości, w której Bóg i Jego prawo były zawsze na pierwszym miejscu. Już od dzieciństwa wszędzie, a przede wszystkim w pięknie i majestacie przyrody, odnajdywała Boga: Wszystko mówiło mi o Bogu. Ulatywałam myślami do Niego, chwaliłam Go jak umiałam, bo myślałam sobie: jeśli wszystko Go chwali, jest to również moim obowiązkiem... Bóg pociągał mnie do siebie przez dzieła swoich rąk. Znajdowała radość w codziennej modlitwie, która jej nigdy nie nużyła, w nabożeństwach odprawianych w bazylice, modliła się też chętnie pieśnią. Duży wpływ na rozwój życia religijnego Marii miały także Siostry Służebniczki, które dla dzieci prowadziły ochronkę w Starej Wsi. W wieku przedszkolnym uczęszczała do tej ochronki, gdzie uczyła się katechizmu, nowych pieśni kościelnych i wzrastała w klimacie wiary, miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny.

  Dzień I Komunii św. był dla siedmioletniej Marysi całkowitym przylgnięciem do Jezusa w dziecięcej, czystej miłości, wylanej całkowicie na Boskiego Gościa. Od tego momentu co dwa tygodnie przystępowała do sakramentu pokuty. O tym, z jak wielka wiarą przeżywała go może świadczyć fakt, że na wiadomość o wybuchu I wojny światowej razem ze swoją siostrą poszła do spowiedzi, aby mieć serce czyste i gotowe do spotkania z Bogiem. Gdy po wojnie rozpoczęła naukę w szkole w Brzozowie, nadal rozwijała ducha modlitwy: Codzienny spacer dwugodzinny wypełniałam modlitwą, różaniec był mi nieodstępnym towarzyszem... Codziennie prawie przyjmowałam Komunię św., po powrocie ze szkoły wstępowałam na adorację Najświętszego Sakramentu.

  Modlitwa, umartwienie i życzliwe nastawienie do każdego napotkanego człowieka były w jej życiu obecne od najmłodszych lat. Nic więc dziwnego, że Maria także dla swoich rówieśników była czytelnym znakiem miłości Boga i wszyscy ją szanowali. Promieniowała na otoczenie pokojem, radością, była prawdomówna, odpowiedzialna i usłużna, toteż o jej obecność zabiegano w różnych środowiskach. Należała do Sodalicji Mariańskiej i śpiewała w chórze kościelnym.



Rozwój powołania zakonnego

  Od dzieciństwa Marysia miała w sercu pragnienie życia wyłącznie dla Boga. Kiedy już w ochronce po raz pierwszy zetknęła się z siostrami zakonnymi i oświadczyła, że chciałaby zostać jedną z nich, dziecięcy zapał został przygaszony przez matkę, która powiedziała jej, że klasztor nie jest dla takich jak ona, bo mogą tam wstąpić tylko osoby zamożne, mogące wnieść posag, albo wysoko wykształcone. Ona tego nie posiadała, więc odtąd układała w dziecinnych marzeniach plany życia pustelniczego, aby być blisko Jezusa i należeć tylko do Niego. Jej nadzieja na życie zakonne wróciła wówczas, gdy za pozwoleniem ojca rozpoczęła naukę w szkole powszechnej w Brzozowie.

  Już po ukończeniu szóstej klasy poprosiła o przyjęcie do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w Starej Wsi, jednak po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi okazało się, że ojciec nie wyraża zgody na wstąpienie córki do klasztoru. Franciszek Nastał także po powrocie z Ameryki, używając różnych argumentów, wielokrotnie kategorycznie przeciwstawiał się planom córki, powtarzając także zasłyszane, nieprawdziwe opinie o zakonach. Jego negatywne nastawienie nie zachwiało powołania Marii, jednak było dla niej wielką próbą, w czasie której musiała pogodzić miłość do ojca z pragnieniem wyłącznej służby Bogu. Ojciec obiecał jej, że pozwoli jej kontynuować edukację szkolną, jeśli pod przysięgą wyrzeknie się wstąpienia do zakonu. I choć Maria uczyła się z zamiłowaniem, jednak ze względu na miłość Boga, zrezygnowała z dalszej nauki.

  Przez pewien czas pozostała w domu. Pomagała matce, a równocześnie starała się o pogłębienie życia wewnętrznego. Wszystko, co robiła, spełniała dla Jezusa, była gotowa nawet na męczeństwo, na każde szaleństwo miłości. W przypływie zapału, korzystając z nieobecności rodziców, wypaliła sobie kiedyś na piersiach rozżarzonym gwoździem imię Jezus. Czuła się szczęśliwą, mając wyryte imię Ukochanego, jednakże zrobiła się z tego rana, którą trzeba było leczyć. Rodzice wezwali wówczas siostrę służebniczkę. Widząc determinację córki, ojciec wkrótce milcząco wyraził zgodę na pójście do zakonu, jednak tym razem Marysia uznała, że ponieważ siostry służebniczki dowiedziały o jej czynie, a ona nie chciała rozgłosu, za radą spowiednika wybrała klasztor Sióstr Benedyktynek w Staniątkach, gdzie nie była znana. Aby mogła uzupełnić wykształcenie, najpierw została przyjęta jako uczennica szkoły prowadzonej przez siostry. I chociaż była zadowolona, że nareszcie jest w klasztorze, chociaż mogła cieszyć się życzliwością o dobrą opinią otoczenia, od samego początku towarzyszyło jej jednak przekonanie, że nie tutaj jest jej miejsce. Po ukończeniu roku szkolnego wyjechała na wakacje do domu i już do Staniątek nie wróciła. Zajęła się pracą domową, a także bardzo aktywnie włączyła się w życie religijne parafii. W sercu nosiła pragnienie, aby wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek, toteż wykorzystując najodpowiedniejsze chwile i przychylność ojca, próbowała uzyskać jego zgodę. W tym czasie nadal z modlitwy i Komunii św., którą przyjmowała codziennie, czerpała siłę do przetrwania prób, które ją jeszcze czekały.

  Najbardziej odpowiednim czasem, aby ponownie prosić ojca o zgodę na wstąpienie do klasztoru okazała się nowenna ku czci św. Stanisława Kostki. Franciszek Nastał pod wpływem usłyszanego kazania o trudnościach i ucieczce młodego Stanisława do zakonu, dał upragnione pozwolenie. Dzięki temu 31 grudnia 1925 Marysia Nastał wsparta rodzicielskim błogosławieństwem wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek po ośmiu latach prób i bolesnego oczekiwania. Od samego początku życia zakonnego towarzyszył jej głęboki pokój i radość, że jest na właściwej drodze życia.



Na drodze życia zakonnego

  Maria Nastał po odbyciu postulatu w domu generalnym Sióstr Służebniczek w Starej Wsi odprawiła rekolekcje i 18 IV 1926 r. rozpoczęła nowicjat. W dniu obłóczyn zakonnych otrzymała imię s. Leona. Było to także imię nieżyjącej już wtedy pierwszej przełożonej generalnej, zmarłej w opinii świętości m. Leony Jankiewicz.

  S. Leonia z całą gorliwością przeżywała ten czas nowicjatu świadoma tego, jak ważny jest on w życiu zakonnym. Podczas wypełniania wyznaczonych obowiązków była dokładna i sumienna, na rekreacjach radosna, mająca wokół siebie wiele sióstr, które pociągała dobrocią, usłużnością i delikatnością, jednak nade wszystko wyróżniała się wielkim skupieniem i rozmodleniem. Już od początku życia zakonnego postawiła przed sobą jeden cel: jak najmocniej przylgnąć do Jezusa i coraz bardziej Go kochać. Miłością pragnęła wypełnić całe swoje życie. Rozumiała także, że takie życie nie składa się z samych pociech duchowych, ale jest nieodłącznie związane z trudem i krzyżem, który gotowa była każdego dnia podejmować. W tym kontekście wstąpienie do klasztoru, którego nie mogła zrealizować aż osiem lat, nie było metą, ale jakby ustawieniem się dopiero na właściwej trasie biegu po to, by poprzez miłość bliźniego wzrastać w miłości Boga.

  Po ukończeniu pierwszego roku nowicjatu s. Leonia z polecenia przełożonych w lipcu 1927 roku wyjechała na placówkę do Wyżnian koło Lwowa, gdzie pomagała w pracy przy dzieciach w ochronce, a także opiekowała się sierotami, które u sióstr mieszkały na stałe. Po trzech miesiącach pojechała na zastępstwo siostry organistki w Biłce Szlacheckiej, a następnie do Przemyśla, gdzie przygotowywała się do egzaminów z zakresu gimnazjum, a później do matury. 23 IV 1928 roku złożyła pierwsze śluby zakonne na okres trzech lat, które ponowiła w 1931 roku na kolejne trzy lata.

  Jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych zostało jej powierzone odpowiedzialne zadanie stworzenia odpowiednich warunków bytowych siostrom dokształcającym się w Poznaniu, gdzie zgromadzenie nie miało własnego domu. Przebywała tam w latach 1933 -1937, zabiegając o zabezpieczenie odpowiedniego lokalu, wyżywienia, troszcząc się o zdrowie i codzienne sprawy powierzonych jej opiece sióstr, a nade wszystko o to, aby Panu Jezusowi wśród nich było dobrze, aby każda mogła coraz bardziej wzrastać w łasce powołania zakonnego, jednocząc się ze swoim Mistrzem i Oblubieńcem. Podczas pobytu s. Leonii w Poznaniu, w domu, w którym przebywała mieszkały ogółem 74 uczące się siostry. Każdej z nich poświęcała czas, zdolności i zdrowie, żadnej nie odmówiła pomocy. Pomagała im w nauce, układała wiersze i inscenizacje na różne okazje, gdyż także z placówek przysyłały do niej zamówienia.

  Ogrom pracy nie stał się przeszkodą w życiu wewnętrznym – przeciwnie, s. Leonia każdą wolną chwilę poświęcała na modlitwę i adorację Najświętszego Sakramentu. Zwłaszcza w okresie, gdy przebywała w Poznaniu, doświadczyła głębokich przeżyć mistycznych, wielkiej bliskości, miłości i zjednoczenia z Bogiem. Na polecenie spowiednika ks. Kazimierza Schmelzera pisała w latach 1934 - 1939, pozostawiając po sobie osiem zeszytów, które dziś są nazywane Dziennikiem duchowym. Pod kierunkiem i kontrolą spowiednika prowadziła życie pełne samozaparcia, praktykowała także surowe pokuty. Czyniła to jednak bardzo dyskretnie, traktując umartwienia nie jako cel, ale jako środek do osiągnięcia świętości, której istotą była miłość Boga ponad wszystko. Była zdania, że większą wartość od umartwień ma akt doskonałej miłości. Zapewne codzienność dostarczała jej wiele okazji do praktykowania miłości, z której owoców korzystało otoczenie. Jej ofiarność, miłość oraz duch modlitwy wywierały dobry wpływ na siostry i atmosferę domu w Poznaniu.

  Po zlikwidowaniu w 1937 roku placówki w Poznaniu s. Leonia przyjechała do Starej Wsi, a następnie do Krakowa, w celu wykonania badań lekarskich, gdyż stan jej zdrowia budził obawy. Faktycznie, prześwietlenie płuc wykazało gruźlicę. S. Leonia na dalsze leczenie została skierowana do Szczawnicy, jednak postawiona diagnoza przybliżyła jej perspektywę spotkania z Bogiem, którego przez całe życie tak gorliwie szukała: ja nie śmierci pragnę, tylko Jezusa - pragnę życia prawdziwego, wiecznego... Nie wiedziałam, że nadzieja śmierci może sprawić tyle radości. Jednak bez zastrzeżeń poddawała się leczeniu i zdana na wolę Bożą, gotowa była przyjąć to, co Jezus dla niej zaplanował: zarówno zdrowie, jak chorobę, cierpienie i śmierć. Także w tym czasie, pomimo ciągle pogarszającego się stanu zdrowia s. Leonia nadal pracowała. Zajmowała się pisaniem wierszy, układaniem akademii i inscenizacji dla sióstr, które o to ciągle prosiły, pomagała w pracach domowych i opiekowała się kaplicą, w sezonie letnim służąc nawet do kilku Mszy św. W wolnych chwilach, jak zwykle trwała w modlitewnym skupieniu przy Jezusie ukrytym w tabernakulum.

  Kiedy nie było już nadziei na odzyskanie zdrowia, s. Leonia została przewieziona do Starej Wsi. Tam pragnęła umrzeć, a ponieważ w Szczawnicy byłaby pozbawiona także możliwości codziennego przyjmowania Sakramentów świętych, zdecydowano się na ryzykowną ze względu na trwającą wojnę podróż. Ostatnie tygodnie życia to również potwierdzenie jej autentycznego zjednoczenia z Bogiem. Świadomie oczekiwała na śmierć, budując otoczenie cierpliwym znoszeniem wszelkich dolegliwości i rozmodleniem. Zmarła 10 stycznia 1940 roku pozostawiając przekonanie, że odchodzi do nieba, skąd jeszcze skuteczniej będzie pomagać zgromadzeniu, rodzinie i znękanej wojną Ojczyźnie.

  Niemowlęctwo duchowe scharakteryzowane w pismach służebnicy Bożej s. Leonii Marii Nastał jest oryginalną drogą duchowości opartą na pokorze, aż do unicestwienia i bezgranicznej ufności Bogu. Stawia człowieka wobec Boga w postawie bezradnego niemowlęcia, które od Niego oczekuje wszystkiego, a samo w niczym się Mu nie sprzeciwia. Jest to droga, którą do świętości może iść każdy, bez względu na stan życia.



Bibliografia:
S. Leonia Nastał, Uwierzyłam Miłości. Dziennik duchowy. Wybór listów, Stara Wieś 2000.
Wybór Pism Leonii Marii Nastał, w: Polskie teksty ascetyczne, red. o. J. Bar, t. III, s. 76 - 259.
S. Bernadeta Lipian, Rys życia s. Leonii Marii Nastał, w: Polskie teksty asctyczne, red. o. J. Bar, t. III, Warszawa1981, s. 9 - 75.
S. Bernadeta Lipian, Droga niemowlęctwa duchowego s. Leonii Nastał, w: Communio, rok V, nr 3 (27), s. 95 - 106.
S. Agata Mazur, Kalendarium życia Służebnicy Bożej Leonii Nastał, w: Chrześcijanie, red. bp B. Bejze, t. XII, Warszawa 1984, s. 198.
O. Cecylian Niezgoda OFM, Duchowość Służebnicy Bożej Leonii Marii Nastał (1903 - 1940), w: Chrześcijanie, red. bp B. Bejze, t. XII, Warszawa 1984, s. 200 - 221.
S. Bernadeta Lipian, Służebnica Boża Leonia M. Nastał, w: Polscy Święci, t. II, Warszawa 1983, s. 228 - 316
S. Elżbieta Mariola Karaś, S. M. Leona Nastałówna (1903-1940), w: Chrześcijanie, red. bp B. Bejze, t. IV, Warszawa 1980, s. 437 - 453.
O. Władysław Kluz OCD, Chcę być świętą, Stara Wieś 1993.
S. Elżbieta Korobij, Doświadczenie ojcowskiej miłości Boga drogą do świętości służebnicy Bożej S. Leonii Marii Nastał, w: Święci, błogosławieni, świadkowie wiary Archidiecezji przemyskiej. Materiały z sesji naukowej, Krosno 2001, s. 188 – 203.
S. Elżbieta Korobij "Dla Ciebie Jezu z miłości"
O. Stanisław Kołdon "Nowenna do Dzieciątka Jezus"

Broszury:
Łaski z nieba; Żyła wśród nas; Różaniec ze Sługą Bożą s. Leonią Nastał ; Chcę przez Ciebie przemówić do dusz zakonnych;

Źródło: http://www.sluzebniczkinmp.pl/ds_ln_bio.htm

 
Krucata Za Ojczyznę

TV ks.Piotra-Christus Vinci TV

zaproszenie

Podpisz listę na Intronizacja.pl

Intronizacja

Subskrybuj Informacje O Stronie

Imię:

Email:

TAK dla Pileckiego!


Strony Patriotyczne

Logowanie